czwartek, 9 lutego 2017

,,Karty na stół", ,,Pora przypływu", ,,Rosemary znaczy pamięć" Agatha Christie

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2015
Format : Książka
Liczba stron: 236
Do kupienia: Gandalf

Agatha Christie to pisarka, której twórczość zaczynam coraz bardziej lubić. Tak naprawdę zaczęłam się z nią zapoznawać dopiero dwa lata temu, liczę jednak, że do końca życia uda mi się przeczytać jeśli nie całość, to większość jej utworów.

Pan Shaitana chciała przechytrzyć los. Na spotkanie brydżowe zaprosił cztery osoby, które podejrzewał o popełnienie w przeszłości morderstwa. Kolejnymi gośćmi były cztery postacie związane ze światem ścigania, w tym autorka kryminałów. Gospodarz nie przypuszczał, że podczas spotkania straci życie...

Jak możemy przeczytać w przedmowie, ta publikacja różni się od innych w dorobku pisarki. Tym razem mamy aż czworo podejrzanych, każdy z nich prawdopodobnie w przeszłości już dopuścił się zbrodni. Tak naprawdę nie możemy kierować się intuicją, by dowieść tego, kto jest winny morderstwa gospodarza. Jest to coś nowego w twórczości Agathy Christie, ale bardzo dobrze wypadło.

Kryminał nie jest zbyt obszerny, ze spokojem przeczytamy go w cztery godziny. Czyta się szybko. Ja korzystałam z wydania kieszonkowego, w którym czcionka jest dość drobna, jednak nie utrudniało mi to lektury. Pomysł na fabułę jest bardzo nowatorski i dobrze wykonany. Autorka umiejętnie żongluje faktami w taki sposób, że do końca nie znamy sprawcy.

,,Karty na stół" to pozycja, w której duża rolę odgrywa brydź i zasady tej gry. Dla niezorientowanych w temacie, morderca pozostanie zagadką do samego końca.

Moja ocena: 5/6

~*~


Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2011
Format : Książka
Liczba stron: 256
Do kupienia: Gandalf

W ostatnim czasie dość często sięgam po pozycje Agathy Christie, gdyż całkiem przypadają mi do gustu. Postanowiłam skusić się też na ,,Porę przypływu".

Muszę przyznać, że od początku nie mogłam wgryźć się w tę ksiązkę. Najpierw czytamy krótkie wspomnienia ze spotkania, w którym brał udział Poirot. Mija kilka lat i do detektywa zgłasza się pewna kobieta. Ich krewny umarł, pozostawiając ich bez środków do życia. Cała rodzina liczyła na jego pomoc, a tymczasem majątek przejęła jego druga żona. Niedługo potem dochodzi do pierwszych zabójstw...

Jak już wspomniałam, od początku nie mogłam wgryźć się w tę powieść. Bardzo możliwe, że jest to spowodowane sporym nagromadzeniem tekstu na stronie i mnogością bohaterów. Prawie wszyscy mają takie samo nazwisko i nie sposób zorientować się w tym, kto jest kim. Czytałam trochę znużona, aż dobrnęłam do końca.

Przez pewnego rodzaju monotonię nie miałam swojego typu mordercy, więc w pewnym stopniu poczułam się zaskoczona. Autorka po raz kolejny zastosowała swój słynny zabieg w fabule, co po pewnym czasie zaczyna robić się trochę nudne. Na szczęście pojawiło się kilka bardziej zaskakujących momentów.

Książka pokazuje, do czego zdolna jest biedna rodzina zmarłego byle by tylko znów mieć pieniądze na godne życie. Nikt nie ukrywa, że wszyscy z chęcią posunęli by się do zabójstwa, byle by tylko zdobyć potrzebne fundusze. Co innego jednak o tym myśleć, a zupełnie inną kwestią jest wprowadzenie tego w czyn. Czy któryś z bohaterów się na to zdecyduje?

,,Pora przypływu" to, moim zdaniem, słabsza pozycja w dorobku pisarki. Mnie niestety nieco znudziła, ale w waszym przypadku może być inaczej.

Moja ocena: 4/6

~*~

Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 2011
Format : Książka
Liczba stron: 256
Do kupienia: Gandalf

W roku 2017 Agatha Christie jest niewątpliwie jedną z chętniej czytanych przeze mnie autorek na równi z pisarzem Richardem Paulem Evansem. Dziś zapraszam Was na wpis z moją opinią nt. ,,Rosemary znaczy pamięć".

Rosemary zmarła prawie rok wcześniej, jednak wiele osób rozmyśla o jej śmierci. Jej mąż otrzymuje tajemnicze wiadomości, jakoby jej śmierć nie była samobójstwem. George nie chce pozostawić sprawy przypadkowi. Postanawia przeprowadzić śledztwo na własną rękę. Nie bierze pod uwagę tego, że sam może zostać zabity...

Jak już może zdążyliście się zorientować, uwielbiam Christie w wydaniach pocket. Niestety, czasem zdarza się tak, ze czcionka jest naprawdę drobna. W sumie ucieszyłam się, że ,,Rosemary znaczy pamięć" ma większy format, a co za tym idzie przyjaźniejszą dla oczu czcionkę. Historia wciągnęła mnie od pierwszych stron i byłam ciekawa, kto zabił Rosemary, bo w samobójstwo nie chciało mi się wierzyć. A może to ja się pomyliłam?

Element z powtórnym zaproszeniem na dane przyjęcie, by odwtorzyć wydarzenia poprzedniego spotkania pojawiło się już w jakiejś poprzedniej książce, którą czytałam, ale nie mogę znaleźć tytułu. Jak już pisałam we wcześniejszych wpisach, nieco denerwuje mnie schematyczność pojawiająca się u autorki. Nie ma się jednak czemu dziwić, skoro napisała blisko 100 książek. Niemożliwe jest, by za każdym razem wymyśliła coś innego.

Zakończenie tej publikacji w jakimś stopniu mnie zaskoczyło, choć w sumie podejrzewałam, że dana osoba może być w to zamieszana. Niestety, odnoszę wrażenie, że wszyscy w tej książce byli nijacy i w sumie nie było jednego faworyta na ewentualnego mordercę. Można to uznać też za plus, bo skoro wszyscy byli jednakowi, to zabić mógł każdy.

,,Rosemary znaczy pamięć" to ciekawa pozycja z dość zaskakującym zakończeniem. Przyjemnie spędziłam z nią jeden dzień. Nie jest to lektura od której nie można się oderwać, ale z pewnością można się wciągnąć.

Moja ocena: 5/6



2 komentarze:

  1. Żadnej z tych trzech nie czytałam. Muszę nadrobić zaległości.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że tak pochłaniasz te pozycje, mam w końcu w tym swoją korzyść. ;) Może jak trochę poczytam o brydżu to wreszcie poznam zasady :P


    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń