czwartek, 25 lutego 2016

Serial: Agentka Carter

Agentka Carter to serial, na który skusiłam się dzięki Patrycji, za co jej serdecznie dziękuję. Nigdy nie opisywałam serialu, więc skupię się przede wszystkim na fabule i moich odczuciach, a nie grze autorskiej i całej otoczce.


Jest rok 1946. Całkiem niedawno zakończyła się wojna, w której zginął Steve, Kapitan Ameryki, w którym Parry Carter, agentka Carter, była zakochana. Obecnie pracuje ona w SSR - czołowej amerykańskiej agencji wywiadowczej, choć podaje, że jest zatrudniona jako telefonistka. Agentka Carter musi stać się podwójną agentką, jeśli chce oczyścić imię Howarda Starka, uznanego za zbiega, zdrajcę i wynalazcę chemicznych wynalazków, które mogą zniszczyć świat. Peggy może ręczyć za Howarda, gdyż znali się w czasach wojny. Czy podejmie się podwójnej gry i czy Stark naprawdę okaże się taki czysty?


Na początek zacznę od plusów, by następnie zgrabnie przejść do tych elementów, które niestety mniej mnie zachwyciły. Podobały mi się wspomnienia z czasów wojny oraz Steve'a, ukochanego Peggy. Na uwagę zasługuje też prawdopodobna rola podwójnej agentki (nie chcę zdradzać, czy się zdecydowała). W serialu występuje też dość sporo zarówno zabawnych, jak i mrożących krew w żyłach momentów. Sporo się dzieje, czasami ciężko za tym nadążyć. Serial ogląda się szybko, jeden sezon to 8 odcinków, każdy po ok. 40 minut. Ja oglądałam go na dwa razy.


Przejdę zatem do minusów. Krótko po wojnie kobiety nie były traktowane na równi z mężczyznami, ale agentki Carter nikt nie szanuje i jest to podkreślane na każdym kroku. Nie zwracają na nią uwagi i jeszcze sobie przypisują jej zasługi. Niekiedy były za ciemne obrazy, a brak polskiego lektora jeszcze bardziej potęgował fakt, że niewiele widziałam i rozumiałam. Strasznie denerwowały mnie też sceny, w których agenci wiedzą, że mają do czynienia z niebezpieczną osobą i zamiast strzelać to stoją i się patrzą, czekając nie wiadomo na co. Jak można się domyślać, po chwili nie ma ich wśród żywych. Śmieszyło mnie też rzekome zachowanie konspiracji, gdy dwójka bohaterów siedziała do siebie tyłem w lokalu (fotele jak w zwykłym pociągu), udawali, że się nie znają i nagle facet podaje bohaterce chusteczkę na otarcie łez... No zupełnie nikt by się nie zorientował, że się znają.


Mimo tego, że jeden sezon ogląda się niecałe 6 godzin nieco się zmęczyłam tą produkcją. Może jest to spowodowane angielskim lektorem i tym, że samemu trzeba sobie czytać polskie napisy, za czym nie przepadam. Myślę, że skuszę się na drugi sezon, gdy będzie dostępny w całości. Proponuję Wam oglądanie po kilka odcinków na raz, gdyż wtedy najlepiej zachowuje się ciągłość fabuły. Jeden odcinek to tylko 40 minut, więc czas szybko mija.


Bardzo podobała mi się kreacja agentki Carter, agenta Sousa oraz wątek z owianą tajemnicą bitwą w Finow. Jestem bardzo ciekawa, czy ten wątek zostanie dalej pociągnięty i w jaki sposób potoczą się losy głównych bohaterów. Przed nimi na pewno wiele nowych zadań do wykonania i zadań, którym będą musieli sprostać.


Agentka Carter to serial, który spodoba się miłośnikom tajnego wywiadu, tym, którzy lubią realia osadzone w czasach krótko po wojnie oraz tym, którzy chcieliby spróbować czegoś nowego. Być może ten serial przypadnie Wam do gustu i zapragniecie obejrzeć wszystkie sezony?

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze strony Filmweb


6 komentarzy:

  1. Ja mam tylko czas na "Pamiętniki wampirów". Innych seriali nie oglądam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tego serialu, ale ja ogólnie bardzo sporadycznie oglądam telewizję. Wolę poczytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam dokładnie tak samo :) Zresztą od dobrych trzech lat nadrabiam już zaległości w oglądaniu "Plotkary".

      Usuń
  3. Cieszę się, że Ci się spodobał, mimo tych drobnych minusów. Lektor polski był na FOXie, ja tam oglądałam co tydzień, teraz pewnie niedługo zaczną nowy sezon wyświetlać, ostatnio oglądam tylko w Internecie ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam serialu, w sumie boję się nawet w cokolwiek wciągać :) Jedyny serial chyba jaki teraz oglądam w kuchni to ,,Biuro kryminalne" - leci w tv o 14 akurat jak jem obiad, po 2 odcinki, fajny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. A właśnie się zastanawiałam nad tym serialem. Osobiście nienawidzę brytyjskiego akcentu (nie rozumiem, dlaczego amerykańskie kobiety go tak kochają), ale za to nie mam problemu z czytaniem polskich napisów. Nie przepadam za polskim lektorem, a dubbing uznaję tylko w bajkach, bo jest świetny. Na pewno obejrzę pilot, chociaż nie jestem pewna, czy ten serial mnie wciągnie – między innymi przez te niedopatrzenia, o których wspominałaś.

    OdpowiedzUsuń