czwartek, 25 kwietnia 2013

Dyskusje czwartkowe - Szerokie gusta czytelnicze?



Temat zupełnie nie ma nic wspólnego z żadnym doświadczeniem, które wydarzyło się w moim życiu. Temat spodobał mi się na tyle, że postanowiłam go podjąć:)

Szerokie gusta czytelnicze. Czy takie temat w ogóle istnieje, na ile jest on prawdziwy? Moim zdaniem nie ma czegoś takiego. Każdy może interesować się kilkoma dziedzinami i wcale nie musi to mieć wpływu na jego ocenę książki.

Wyjątek moim zdaniem stanowią książki historyczne, gdyż trzeba bardzo dobrze znać realia wtedy panujące, aby zrozumieć ideę utworu. Bez tej wiedzy wiele wątków będzie dla nas niejasnych. Dlatego, jeśli już, pozostanę przy tematyce Rusi:)

Ja na przykład bardzo lubię fantastykę, baśnie, książki dla dzieci. Rzadziej czytam kryminały i obyczajowe. Romanse to gatunek, który czytuję naprawdę bardzo rzadko, jakoś za nim nie przepadam:)

Ostatnio sięgnęłam także po literaturę erotyczną, raczej po te mniej "odważne" pozycje i jako tako jestem zadowolona ze swojego wyboru. Na razie mam dosyć, być może w przyszłości to się zmieni.

Osobiście nie mam nic do osób, które czytają tylko jeden gatunek, zupełnie mi to nie przeszkadza i nie mam nic do tego. Ja preferuję różnorodność czytanych książek i tak już pozostanie:)

A Wy? Co o tym sądzicie?

14 komentarzy:

  1. Uważam, że z czytaniem jest trochę tak jak z jedzeniem, to znaczy i jedno i drugie trzeba umieć smakować i jedno i drugie musi zaspokajać głód ale też nieść ze sobą odrobinę przyjemności. Dlatego czasem mam ochotę na słodycze (no dobra częściej niż czasem;)) a innym razem kusi mnie coś słodkiego, lub dania regionalne, a bywa i tak, że kuchnię orientalną lubię posmakować. Podobnie mam z książkami: są dni, gdy lubię się bać, dni kiedy mam ochotę na niezobowiązującą książkę, momenty gdy chcę przeczytać coś romantycznego.
    kolodynska.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, większość z nas pewnie ma takie same odczucia:)

      Usuń
    2. Zabawne, ale dobre porównanie. Dokładnie jak z jedzeniem, każdy ma swój ulubiony gatunek. Ja np. preferuję pararnormal romance, ale równie często sięgam po fantastykę - tak mam odkąd zaczęłam czytać. Teraz kiedy już jestem starsza zaczynam sięgać po inne pozycje. Trzeba poszerzać horyzonty. :)

      Usuń
    3. No wiadomo, nie można zostać na tym samym poziomie ;)

      Usuń
  2. Dla mnie nie ma znaczenia czy to kryminał, czy romans, ważne aby książka mnie wciągnęła. Nie preferuję jednak horrorów, czy fantasty typu "Zmierzch". Do baśni i bajek chętnie sięgałam kiedy moje dzieci były małe i pewnie powrócę do tych książek jak pojawią się wnuki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi akurat ,,Zmierzch" ileś tam lat temu przypadł do gustu, nie wiem, jak to byłoby teraz:)

      Usuń
  3. Ja chyba wszystkie gatunki czytam, ostatnio się nawet do romansów i SF przekonałam. Uwielbiam różnorodność :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie, jak ja :) Też lubię czytać różne gatunki.

      Usuń
  4. ja staram się czytać różne, ale wiem, że sci-fi do mnie nie trafia więc sporadycznie po to sięgam :D nie potrafiłabym sie ograniczyć do jednego gatunku i podziwiam ludzi, którzy są w stanie to zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ja też bym nie potrafiła ;)

      Usuń
    2. Nie ze wszystkimi książkami historycznymi jest tak jak piszesz: "Wyjątek moim zdaniem stanowią książki historyczne, gdyż trzeba bardzo dobrze znać realia wtedy panujące, aby zrozumieć ideę utworu. Bez tej wiedzy wiele wątków będzie dla nas niejasnych..."
      Napisano kilka takich książek, w których tak zwany "koloryt" czy "tło historyczne" jest tylko dodatkiem, mającym za zadanie wzmocnić działanie zasady prawdopodobieństwa. Uważam, że taką książką jest "Imię róży" Umberta Eco. Odnajduje w niej wiele odpowiedzi na pytania o kształt współczesnej nauki po przełomie poststrukturalistycznym (wszakże należącym dzisiaj do historii). Eco wykorzystał w tej powieści XIV wieczne realia zakonu, spór o ubóstwo, Niewolę Awiniońską papieży, motyw z antypapieżem, lecz clue książki jest motyw labiryntu, który pozostaje metaforą poznania opierającego się na często na stawianiu hipotez i domyślaniu się odpowiedzi, jak w pracy detekytwa, bo przecież jest "Imię róży" głównie powieścią detektywistyczną. Labirynt to nie tylko zakamarki biblioteki i mrocznego skryptorium, ale również całościowa kompozycja książki ("zaporowe" wstępy i zakończenia, intertekstualne odwołania i także sama wiedza historyczna, która jednak nie musi odbierać przyjemności z nieerudycyjnej lektury) Można by pisać dłuuuugo...
      Gusta czytelnicze kształtują się (w pewnej mierze) tym, co czytamy na temat literatury. Zajmujący szkic o "Pornografii" Gombrowicza może sprawić, że późniejsze jej czytanie będzie zwyczajnie przyjemniejsze...
      Niestety nie jestem zdania, że lepiej czytać cokolwiek niż nie czytać wcale. Jest wiele (w zasadzie) "takich samych" książek, które eksploatują zdarte schematy narracyjne. Podobnie było z "Kodem Leonarda Da Vinci" Browna. Nikt nie interesował się ezoteryką czy teorią spiskową w takim wydaniu, ale ponad dwadzieścia lat przed wydaniem "Kodu" pojawiło się na rynku "Wahadło Foucaulta", w którym autor eksploruje multum wątków więcej, przedstawia je o niebo rzetelniej, lecz już nie tak popularne (choć również) jak Brown. Mam nadzieję, że sprowokuję do dyskusji. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. No tak, niektórym autorom udaje się stworzyć książkę, którą czytelnik może przeczytać, nie znając realiów historycznych. Nie czytałam Eco, więc ,,Imię róży" było mi obce.
      Co do Browna chciałam czytać ,,Zaginiony symbol", ale mnie nie zachwycił, więc jak widać gusta są różne ;)

      Usuń